
Art. 7 ust. 5 dekretu z 1945 roku stanowił, że „w razie niezgłoszenia wniosku (o ustanowienie praw do gruntu) lub nieprzyznania z jakichkolwiek innych przyczyn dotychczasowemu właścicielowi wieczystej dzierżawy lub praw zabudowy, gmina obowiązana jest uiścić odszkodowanie w myśl art. 9". Z kolei tenże art. 9 postanawiał m. in„ że „odszkodowanie (...) należne (...) ustala miejska komisja szacunkowa.(...) Odszkodowanie wypłaca się w miejskich papierach wartościowych.(...)". Zasady i sposób ustalania odszkodowania oraz przepisy o emisji papierów wartościowych przeznaczonych na ten cel miał określić minister odbudowy. Mały problem polega na tym, że przepisów tych nigdy nie wydano i cala sprawa odszkodowań na zawsze pozostała na papierze. W minimalnym stopniu, w art. 10 ustawy z 12 marca 1958 roku o zasadach i trybie wywłaszczania nieruchomości próbowano to naprawić: „w miarę możności" przyznawano prawo do nieruchomości zamiennej, oczywiście ograniczając to także do najmniejszych obiektów. Ale to jeszcze nic. Już w całkiem nowożytnych czasach Sejm PRL uchwalił m.in. art. 82 ust. 1 ustawy o gospodarce gruntami i wywłaszczaniu nieruchomości stanowiący, że z dniem wejścia w życie tej ustawy wygasają prawa do odszkodowania za przejęte przez państwo grunty, budynki i inne części składowe nieruchomości, przewidziane w przepisach wspomnianego dekretu z 1945 r. Oczywiście spowodowało to falę wniosków o odszkodowania składanych pomiędzy datą uchwalenia ustawy (a niektórzy „równiejsi" mający dostęp do projektu ustawy czynili to nawet wcześniej...) a późniejszą o kilka miesięcy datą jej wejścia w życie. Wnioski te zresztą dalej nie są uwzględniane. Już nie tylko z powodu braku przepisów wykonawczych, ale też wygaśnięcia praw na skutek wprowadzenia tej ustawy.